Drugi miesiąc powoli się kończy. Jakby nie było 2/10 już mamy za sobą... a jednak mnie to wcale nie cieszy.
Wczoraj stwierdziłem, że nie chcę się "starzeć". Chciałbym zatrzymać ten proces biologiczny. No choćby na jakiś czas. Poza tym nie chcę, żeby inni się zmieniali...
Fakt. Na co dzień, tego nie zauważamy. Ale na zdjęciach? Różnimy się nawet na zdjęciu robionym pół roku temu(!).
Inna fryzura, niektórzy więcej zmarszczek, więcej siwych włosów, czy więcej lub mniej kilogramów.
Niemiłe, bolesne, przykre.
W szkole jak w szkole. No może niezupełnie. Dostałem swoje pierwsze PRAWDZIWE w życiu negatywne oceny. Głównie z fizyki: 1, 2. Z chemii też nie zadowalające (mnie) 3, 4, z czego 3 jest mnożone razy trzy, a 4 razy jeden. Pocieszające.
Zadania do zarodźca malarii, którego inwazyjną postacią są sporozoity były naprawdę trudne. Choć chyba wiedziałem zadanie o chorobie czarnoskórych, to go nie zrobiłem. Wzruszyła mnie ta (twoja) historia.
Gdyby łacina, była nudna i monotonna jak zwykle, to bym o niej nie napisał, a że zorganizowaliśmy sobie pseudokalambury, to było ciekawie. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy bardziej zaangażowani, zafascynowani i bardziej ambitni od naszych kolegów - rywali z I LO, których przeganiamy w coraz to innej dziedzinie.
Wczoraj, ta mała, inteligentna, najmądrzejsza na świecie trzyletnia dziewczynka spowodowała, że stałem jak wryty. Jej roztropność zwaliła mnie z nóg. Chwilę potem przyszedł czas na moment wzruszenia. Podobnie - pseudowzruszenia. Bo to przecież moja chrześnica.
Pewnie zostanie kimś wielkim.
"A kiedy dzień nadchodzi, dzień nadchodzi... Idziemy na jagody, na jagody..."
- A Ciebie kocham, i mam nadzieję, że Ty mnie wciąż też i tak pozostanie na długi czas. Nawet jeśli się zmienimy. - zestarzejemy. -